2026-03-17
Co mnie to obchodzi…
Dawna legenda plemion Bantu w Angoli opowiada, że pewne małżeństwo przeniosło się na wioskę, aby uprawiać warzywa. W domu, gdzie zamieszkali, była mysz, dlatego kobieta założyła łapkę. Kiedy mysz zobaczyła niebezpieczeństwo, pobiegła do kury.
- Kurko, pomóż mi pozbyć się tej łapki, bo mnie albo moim myszkom może stać się coś złego – poprosiła.
- Myszko, to nie moja sprawa – odpowiedziała kura.
Mysz pobiegła więc do prosiaka:
- Prosiaczku, pomóż mi pozbyć się tej niebezpiecznej pułapki!
- Nie przeszkadzaj mi myszko. To nie jest mój problem…
- Może wół mi pomoże - pomyślała myszka i pobiegła do niego na pole.
- Nie zawracaj mi głowy! Co tam taka mała łapka na myszy - odpowiedział wół.
Wieczorem domownicy usłyszeli trzask łapki i krzyk kobiety. Okazało się, że jadowita żmija wpadła w potrzask i kiedy kobieta po ciemku zbliżyła się, żeby zobaczyć, czy mysz się złapała, została ukąszona. Zawieziono ją do lekarza, a ten opatrzył ją i na koniec powiedział, że powinna dobrze się odżywiać. Najpierw do garnka poszła kura, a po jakimś czasie prosiak. Jednak kobieta i tak zmarła. Po pogrzebie rodzina urządziła stypę, na którą przygotowano potrawy z mięsa wołowego.
Morał:
Sprawy, które wydają się nam odległe, nie zawsze są takie. Szybciej niż przypuszczamy i nas mogą dotknąć.
Marta Sojka, misjonarka z Angoli



